Temat numeru

Każdy z nas nieraz w prawdziwej potrzebie modlił się o Bożą interwencję, ale mimo szczerych wy­siłków wołał tylko: Panie, za mało! Czasami jednak Bóg jakby nie miał umiaru: okazuje się zbyt hojny i daje nam tyle, że najzwyczajniej w świecie nie wiemy, co z tym nadmiarem łaski zrobić.
Czy wobec osoby wykorzystanej seksualnie w dzieciństwie potrafimy być miłosierni? Moje obserwacje i rozmowy z pokrzywdzonymi pokazują, że zde­cydowanie zbyt często nie potrafimy.
Rozpoczęcie terapii bywa niezmiernie trudne, bo wiąże się z przyznaniem się przed światem, choć chyba głów­nie przed sobą, że „bez ciebie nie dam rady”. Ta świadomość za­zwyczaj budzi olbrzymi lęk, wstyd...
Badania nad rozwojem wiary w Boga pokazują, że o wiele trudniej jest podtrzymać wiarę w kochającego Boga niż w złego ducha. Może się to wydawać sprzeczne z intuicją, ponieważ wiara w kochającego Boga powinna dawać wsparcie i umacniać, czego nie spodziewamy się po złym duchu czy mściwym bóstwie.
O słowie trudno jest pisać, bo nam, ludziom Zachodu, słowo wydaje się rzeczywistością tak banalną i oczywistą, że nawet się nad nią nie zatrzymujemy. Jest to dla nas również rzeczywistość nieuchwytna, abstrakcyjna, a więc trudna do poddania refleksji.
Zasada nawrócenia od wieków pozostaje niezmienna i nadal mierzy się je życiowymi postawami. Jeśli ktoś mówi, że „wierzy w Boga”, ale nie „wierzy Bogu”, nie zmieni swego życia, nie stanie się lepszy, nie będzie świadkiem Chrystusa.