Zmęczenie, które woła o sens

O przepracowaniu w życiu sióstr zakonnych
Życie Duchowe • LATO 127/2026
Dział • Temat numeru
Fot. Robert Więcek SJ

Zmęczenie, wypalenie, przepracowanie – te tematy dość często pojawiają się w naszych rozmowach. Mamy dużo obowiązków, a na naszych barkach często spoczywa spora odpowiedzialność. To wszystko, co mogłoby powodować w nas twórcze napięcie, staje się dla nas w pewnym momencie ciężarem nie do uniesienia. Nadmiar pracy, zniechęcenie lub utrata poczucia sensu są czasami pierwszymi zwiastunami pojawiającego się w naszym życiu kryzysu. Choć najczęściej nie są one jego jedyną przyczyną, to pogłębiają go i przyspieszają jego rozwój.

W otaczającej nas rzeczywistości dostrzegamy jakiś rodzaj kryzysu. Dotyka on także naszych wspólnot zakonnych i przejawia się w zmniejszającej się liczbie powołań, ale także w osobistym życiu zakonników. Przyjrzę się temu zjawisku w życiu sióstr – kobiet konsekrowanych żyjących w zgromadzeniach czynnych. Ze szczególną uwagą odniosę się do dość powszechnego w naszym środowisku zjawiska przepracowania i zmęczenia w różnych jego formach i odsłonach. Chcę jednocześnie, żeby to, co napiszę, było nie tylko analizą istniejących trudności, ale także pewną wskazówką i nadzieją dla tych z nas, które we własnym zmęczeniu lub przepracowaniu widzą źródło swojego cierpienia i utraty wewnętrznej równowagi.

Tekst ten jest owocem moich badań nad kryzysem przeprowadzonych właśnie w grupie kobiet konsekrowanych. Siostry z odwagą i zaufaniem dzieliły się swoimi trudnościami, ale także wskazywały na te działania, które pomogły im odzyskać utraconą harmonię i na nowo odnaleźć poczucie sensu. Ostatecznie dla wielu z nich życie zakonne okazało się drogą rozwoju duchowego i osobowego. Chciałabym podzielić się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami, a także oddać głos tym, które zdecydowały się opowiedzieć o swoich zmaganiach.

Sens kryzysu

W życiu każdej z nas pojawiają się kryzysy. Bywają one gwałtowne i najczęściej nieprzewidziane. Zdarzają się też takie, które są bezpośrednio związane z naszym rozwojem, życiowymi zmianami, a także ze sferą naszego życia duchowego i systemu wartości. Kryzys jest zwykle wynikiem zachwiania życiowej równowagi, mówi nam o braku harmonii, czasem o doświadczeniu straty i zaprasza do przyjrzenia się konkretnym obszarom naszego życia. Jest zjawiskiem mającym w sobie jednocześnie duży potencjał do zmiany i przewartościowania życia.

W tym doświadczeniu następuje bowiem bardzo ważny proces rozpadu tego, co było do tej pory i przestało nam wystarczać lub służyć, na rzecz powstania czegoś nowego. Kryzys niesie ze sobą także ryzyko, że zmieni się w stan przewlekłego napięcia, smutku i rezygnacji. Istotna jest świadomość tego, w jaki sposób możemy go doświadczać, i nadzieja, że jeżeli przejdziemy przez niego w sposób twórczy i odpowiedzialny, zakończy się i ostatecznie doprowadzi do naszego rozwoju oraz duchowego wzrostu.

Więcej niż brak sił

Drastycznie spadająca liczba nowych członkiń naszych wspólnot, a także potrzeba utrzymania dotychczasowej liczby placówek i dzieł wymaga niekiedy od sióstr wypełniania coraz większej liczby obowiązków. Dlatego często doświadczamy zmęczenia fizycznego płynącego z nadmiaru pracy albo z braku wystarczającego czasu na regenerację. Jako siostry łączymy pracę zawodową z licznymi obowiązkami w naszych wspólnotach. Zdarza się, że nasza potrzeba odpoczynku spotyka się z niezrozumieniem. Zmęczenie powoduje napięcie w naszym ciele, odbiera siły i energię do działania. Wraz z upływem czasu nasz organizm wydaje się coraz słabszy i mniej zdolny do sprostania codziennym wyzwaniom. Fizyczne objawy naszego zmęczenia bywają nieoczywiste, zmęczenie może prowadzić do bezsenności, co uniemożliwia regenerację, a czasem prowokuje do bycia w ciągłym ruchu, poszukiwania kolejnych aktywności i wydłużania listy zadań do wykonania.

Oprócz zmęczenia fizycznego jest również to, które pochodzi z nadmiernego obciążenia odpowiedzialnością, ale także, i może często przede wszystkim, z osobistych trudności życiowych czy relacyjnych. Angażujemy się w życie ludzi, którym posługujemy, współodczuwamy z nimi w ich cierpieniu, zajmują nas problemy sióstr, z którymi mieszkamy i pracujemy. Zdarza się, że obciążenie psychiczne rodzi się w wyniku doświadczenia konfliktowych sytuacji w naszych wspólnotach, nieakceptacji, osamotnienia. Ten rodzaj zmęczenia bywa niekiedy trudniejszy do wytrzymania. Nie jesteśmy w stanie odpocząć od odpowiedzialności ani tym bardziej od siebie i własnych emocji. Sam wyjazd na wakacje czy regeneracja fizyczna nie wystarczą, bo nie dotykają źródła naszego cierpienia.

W końcu bywamy też rozczarowane sobą, modlitwą, wspólnotą, wykonywaną pracą. Pojawia się wtedy taki rodzaj zmęczenia, który dotyka nas najgłębiej. Wiąże się on z czymś bardzo ważnym, dotyczy sensu naszego życia, relacji z Bogiem, powołania, misji. Utrata poczucia sensu i celu wiąże się z brakiem twórczej energii, a nasza codzienność staje się naznaczona jakimś rodzajem wypalenia i jałowości. Jest to taki rodzaj zmęczenia, które Viktor E. Frankl nazwałby pustką, frustracją egzystencjalną lub egzystencjalnym wypaleniem[1]. Doświadczamy w nim przewlekłego znudzenia, apatii, braku sił, którego nie da się odzyskać przez fizyczny odpoczynek. Zapętlenie się w ilości zadań lub problemów sprawia, że tracimy z oczu pierwotny cel ich podejmowania, tracimy nasze „dlaczego?”, a bez niego codzienne trudności stają się nie do zniesienia i kończą się wyczerpaniem.

Zabiegane serce

Wstępując do zakonu, wyobrażamy sobie życie, w którym czasu może zabraknąć na wszystko, ale nigdy na modlitwę. Niestety to właśnie w tej przestrzeni często pojawiają się trudności. Duża ilość obowiązków, a nieraz występująca równocześnie osobista skłonność do perfekcjonizmu sprawiają, że życie modlitwy może przestać stanowić sprawę priorytetową. Dzieje się tak być może dlatego, że szybko zauważamy, że to efekty naszej pracy są widoczne i namacalne. Nabieramy niekiedy poczucia, że wszystko zależy jedynie od nas. Czerpiemy także satysfakcję z zakończonych i dobrze wykonanych zadań. Doceniamy innych, ale też cenimy same siebie za ilość i jakość spełnionych obowiązków. I nie ma w tym nic złego, o ile nie wprowadza to zamieszania do naszego systemu wartości. Modlitwa czasami staje się dla nas trudem. Nie niesie ze sobą poczucia satysfakcji, jakie potrafi dać nam praca. Zdarza się także, że staje się jedynie kolejnym obowiązkiem, tracąc jednocześnie swój wymiar relacyjny.

Trudność innego rodzaju pojawia się, kiedy dotyka nas zmęczenie psychiczne. Przeżywane przez nas napięcia, konflikty i nieprzyjemne emocje sprawiają, że momenty ciszy i zatrzymania stają się trudne do zniesienia. W momencie przeciążenia psychicznego modlitwa może być dla nas trudna, bo konfrontuje nas z naszym wewnętrznym pogubieniem. Jedynym wyjściem wydaje się rezygnacja z tych chwil na rzecz zajęcia się jakąś angażującą aktywnością. Tracimy wtedy kontakt z naszą wewnętrzną wartością, niezależną od rodzaju i ilości wykonywanej pracy. Niekiedy dotyka nas ból utraty akceptacji dla własnej historii i osobowości. Umyka nam także doświadczenie prawdziwej radości i życia, które płynie z poznania i przeżywania naszej najgłębszej tożsamości, jaką jest bycie umiłowaną córką Boga.

Relacje w cieniu wyczerpania

Wraz z narastającym poczuciem wyczerpania fizycznego i psychicznego doświadczamy trudności w regulowaniu naszych emocji: złości, poczucia frustracji czy ogarniającego nas smutku. Przez długi czas bywamy poirytowane, apatyczne lub doświadczamy intensywnego lęku i nie zawsze łączymy nasz stan emocjonalny z przeciążeniem i zmęczeniem. Łatwiej angażujemy się wtedy w konflikty, przeżywamy poczucie winy, izolujemy się. Trudniej nam także budować dobre i bliskie relacje, ponieważ w stanie zmęczenia i psychicznego przeciążenia najzwyczajniej nie mamy ku temu możliwości.

Relacje w zgromadzeniach zakonnych często i tak są bardzo kruche. Zmiany miejsca zamieszkania, które czasem oznaczają zerwanie dotychczasowych relacji, stają się powodem, dla którego z trudem decydujemy się na budowanie bliskich i angażujących więzi siostrzanych. W niektórych naszych wspólnotach pobrzmiewa jeszcze lęk przed przyjaźnią, a czasem mamy swoje własne powody, dla których boimy się angażować w relację z drugą osobą. Być może z obawy przed zranieniem lub przed odrzuceniem wybieramy raczej życie w samotności niż trud tworzenia dobrych i dojrzałych relacji. Nasze zmęczenie utrudnia nam pielęgnowanie istniejących więzi i odbiera zasoby do tworzenia nowych. Szczególnie wtedy kiedy ilość obowiązków i podejmowanej odpowiedzialności wymaga od nas dużego zaangażowania. Pojawia się wówczas doświadczenie osamotnienia, które nie jest już dobrą samotnością, ale raczej pewnym rodzajem izolacji od innych mimo fizycznej obecności we wspólnocie. Taka samotność przestaje być miejscem dojrzewania, a staje się przestrzenią przeżywania ogromnego cierpienia i pustki.

Mądrość zmęczenia

W zmęczeniu doświadczamy własnej kruchości. Mówi nam ono o wartości naszego ciała, o szacunku dla swoich możliwości, ograniczeń i słabości. Zaprasza nas do wejścia odważnie i pokornie w przestrzeń odkrywania własnych ograniczeń i do takiej organizacji czasu, która powoli zacznie odpowiadać naszym możliwościom. Być może konieczna stanie się weryfikacja ilości codziennych zadań i właściwe ustawienie hierarchii ich ważności. A może kryzys przewlekłego zmęczenia doprowadzi do nauczenia się delegowania odpowiedzialności i zaufania, że inni mogą równie dobrze wykonać część naszych obowiązków. Czasem konieczna będzie szczera rozmowa na temat organizacji pracy w danej wspólnocie albo zadbanie we własnym zakresie o odpowiednią ilość snu lub czasu przeznaczonego na aktywności, które dają możliwość odpoczynku. Na pewno jednak jest to sprawa, która potrzebuje zatrzymania, przemyślenia i osobistego rozeznania, a rozwiązania tylko czasami bywają krótkoterminowe. Zwykle wymagają one wprowadzenia choćby drobnych zmian w codziennych zwyczajach i utrwalonych sposobach działania.

Tam, gdzie rodzi się ulga

W codziennych konfliktach, trudnych emocjach, zmęczeniu samotnością możemy być zaproszone do przyglądania się naszym relacjom. Dobre i bliskie relacje stanowią przestrzeń doświadczania prawdy o sobie w poczuciu akceptacji i przyjęcia. Posiadanie bliskich więzi przynosi ulgę i pozwala utrzymać równowagę w trudnych okolicznościach życia, chroni nas także przed bólem izolacji. Zbudowanie sieci wsparcia jest przejawem dojrzałości, a osoby bliskie pomagają nam wzrastać i rozwijać się. W poczuciu bezpieczeństwa w obecności drugiego, w szczerej wymianie doświadczeń, w poszanowaniu człowieczeństwa i indywidualnych granic możemy odnaleźć przestrzeń odpoczynku i wzmocnienia.

Kryzys, który niesie w sobie ogromny ciężar psychicznego zmęczenia, bólu samotności i trudnych emocji, zachęca więc do współtworzenia relacji, ale może także postawić przed nami wyzwanie głębszego poznania siebie. Lepsze rozpoznawanie swoich potrzeb i emocji, akceptacja własnego życia, własnej historii i wrażliwości pozwala nam w sposób pełniejszy wchodzić w relację z drugim człowiekiem.

Od zmęczenia do sensu

Utrata poczucia sensu pojawiająca się w stanie wypalenia i przemęczenia może dotykać naszej głębokiej potrzeby relacji z Bogiem. Pokazuje nam, jak bardzo potrzebujemy bliskości z Nim i czasu, który spędzamy tylko w Jego obecności, medytując Słowo Boże i odkrywając siebie w Jego spojrzeniu. Odpoczynek staje się wtedy skutkiem ubocznym wewnętrznego uporządkowania, efektem ponownego zintegrowania naszego człowieczeństwa i doświadczenia własnej godności. Nasze życie może mieć swoje źródło właśnie w tych momentach spotkania, a my wracamy do twórczego zaangażowania z nową perspektywą. Ten rodzaj odpoczynku nie jest tylko ucieczką od zmęczenia czy próbą złagodzenia jego przejawów. Jest długotrwałą zmianą, która przez codzienną wierność relacji z Bogiem powoli zaczyna porządkować całe nasze życie i przywraca utraconą równowagę. I choć doświadczając poczucia utraty sensu i egzystencjalnego wyczerpania, możemy mieć wrażenie, że nasze ciało potrzebuje tylko odpoczynku, to tak naprawdę potrzebujemy wtedy powrotu do źródła, ponownego odkrycia wartości i celu naszego życia, zakorzenienia się w Bogu.

Nasze zmęczenie może więc być tym głosem w nas, który woła o sens, który zaprasza do twórczych poszukiwań tego, co zostało utracone, do odzyskania równowagi. Może być dla nas sygnałem, który przyjęty i dobrze odczytany stanie się impulsem do zmiany i doświadczenia ponownej integracji.

Przypis
[1] Por. V.E. Frankl, Wola sensu, Warszawa 2018, s. 111–129; V.E. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, Warszawa 2016, s. 111–116.