Towarzystwo Jezusowe

powiązane treści:

  1. Umiłował wolę Boga Ojca

    Z Kazimierzem Przydatkiem SJ, rektorem kościoła św. Andrzeja w Rzymie, rozmawia Józef Augustyn SJ
    Moim zdaniem postać św. Stanisława Kostki trzeba przede wszystkim "odcukierkować". Często przedstawiając go, podkreśla się jego czystość, niewinność. Dzisiaj na dźwięk tych słów młodzi uśmiechają się. Korzystniejsze wydaje się natomiast zwrócenie uwagi na jego miłość do Boga, miłość ponad wszystko, na jego zjednoczenie z Nim.
  2. Jubileusz - twórcze wspomnienia

    Towarzystwo Jezusowe zaistniało w czasie jako "znak czasu" i odpowiedź na "potrzebę chwili". Nie zostało założone za pomocą środków ludzkich, lecz z inspiracji Boga, w którego wierzymy i któremu staramy się służyć najlepiej, jak to tylko możliwe. W odpowiednim też czasie Bóg wzbudzał w naszej historii osobowości, do których możemy się odwoływać jako do naszych przewodników i nauczycieli.
  3. Uczył kochać rzeczy dalekie

    Wspomnienie o ojcu Stefanie Weidlu SJ
    Ojciec Stefan Weidel promieniował wielką kulturą. Nie należał do nikogo oprócz Boga i do Niego odsyłał ludzi, których dane mu było spotkać w swoim życiu. Każdego szanował według prawdy jego bycia człowiekiem oraz według prawdy powierzonych mu zadań, ale przed nikim nie bił pańszczyźnianych pokłonów. Jego posłuszeństwo przełożonym nigdy nie przerodziło się w poddaństwo.
  4. Argentyno, powstań!

    Z Kazimierzem Prończukiem CSsR, misjonarzem z Argentyny, rozmawia Józef Augustyn SJ
    Rola misjonarza wyraża się w codziennej pracy. Gdziekolwiek jesteśmy, gromadzimy wiernych we wspólnoty i posługujemy im. Gdy byłem w Misiones, posługiwałem czterem powiatom zajmującym obszar o długości 250 km. Gdziekolwiek jechałem, miałem do pomocy ludzi świeckich, którzy pracowali za darmo, twierdząc, że skoro ja przyjechałem z tak daleka, to nieuczciwością byłoby nie pomagać mi w pracy.
  5. Inteligencja emocjonalna po jezuicku

    Na marginesie beatyfikacji Ojca Jana Beyzyma SJ
    Postać bł. Jana Beyzyma jawi się, jak to określił jeszcze wtedy kardynał Krakowa Karol Wojtyła, "z wielką prostotą i zwyczajnością". Jak to się więc stało, że osoba zwyczajna stała się jednostką niezwykłą, u której "wyobraźnia miłosierdzia" przekroczyła nie tylko ramy geograficzne, ale rasowe, kulturowe i religijne dotykając i identyfikując się z wręcz odrzucanym człowieczeństwem każdego trędowatego, aż po cenę własnego życia?

Strony