Świadectwa

Dziś największą – według mnie – bolączką współczesnego człowieka jest brak wiary w Bożą miłość pomimo ludzkich grzechów. Nie musimy stawać się lepsi, aby zasłużyć na miłość Boga. Kolejność jest tu odwrotna: dopiero gdy uwierzymy w bezwarunkową miłość Boga, stworzymy sobie szansę na poprawę moralną i wzrost duchowy.
Mam żonę i dzieci. Skoro Kościół pobłogosławił moje małżeństwo, to dał mi obietnicę, że o mnie nie zapomni, że będzie obecny w życiu naszej rodziny, także wtedy gdy nie jest łatwo. Bo przecież nie jest łatwo być mężem, żoną, ojcem, matką. Zwłaszcza kiedy przychodzą problemy i mnóstwo spraw do ogarnięcia.
Narodowość małżonków ma dla ich życia wiarą znaczenie drugorzędne, ponieważ najistotniejsza jest waga sakramentu. Niemniej jeśli miałbym coś zaakcentować, powiedziałbym, że różnica kultur nie stanowi przeszkody, ale jest źródłem bogactwa, które pozwala kontemplować wiarę w nowych barwach.
Moja przygoda ze św. Józefem rozpoczęła się w liceum. Codziennie przed lekcjami i po zajęciach chodziłam z koleżankami do kolegiaty na krótką modlitwę. Nasza pobożność oczywiście wzrastała przed klasówkami i wystawianiem ocen na koniec semestru. Św. Józef był bardzo wyrozumiały dla naszych uczniowskich problemów, zawsze pomagał i podnosił na duchu.
Bycie ojcem to podróż, proces, który nigdy się nie kończy, który może się stać cudowną ścieżką do poznania samego siebie. Jestem bardzo szczęśliwa i dumna, że mam u swego boku takiego mężczyznę, że mogę się przyglądać, jak buduje relacje z naszą córką i zmienia się dzięki niej. To prawdziwy dar, za który dziękuję Bogu każdego dnia.
Czy pamiętam ks. Jana Ślęzaka? Nie tylko pamiętam, ale widzę go na co dzień, tak jakby jeszcze żył. Takiego kapłana nie da się zapomnieć. Mimo że od jego śmierci upłynęło już czterdzieści lat, ciągle stoi mi przed oczyma, zwłaszcza gdy jestem w rodzinnych Ołpinach.