Święty, który niczego się nie bał

O św. Franciszku z Asyżu
Życie Duchowe • LATO 67/2011
Dział • Temat numeru
Fot. Józef Augustyn SJ

Doświadczenie Boga można opisywać na wiele różnych sposobów. Można silnie doświadczać jego mocy, lecz dopóki nie wcieli się w widzialną i dotykalną rzeczywistość, pozostanie mało konkretne i nie do końca wiarygodne. Doświadczenie Boga musi przemówić czynami i wyborami lub ich brakiem. Chyba najbardziej objawia się ono w radości życia równoznacznej z odkryciem jego autentycznego sensu, ale także w odwadze opowiedzenia się po stronie Boga oraz tych wartości, których jest On źródłem i siłą. Odwaga ta szczególnie cenna staje się, gdy wybór wymaga zmiany życia, pójścia pod prąd panującej modzie, środowisku czy najbliższym. Kiedy wymaga większej lub mniejszej osobistej ofiary i prowadzić może do chwilowego lub dłuższego osamotnienia.

Wszystkiego tego, lub prawie wszystkiego, doświadczył św. Franciszek, objawiając się jako święty, który niczego się nie bał. Chociaż początki życia nie zapowiadały tego, to przecież historia uczy, że Franciszek należał do niewielkiego grona osób, którym obcy wydaje się strach, obawy czy lęki, jakie trapią sporą część ludzkiej populacji. Święty z Asyżu odwagę zdobywał powoli. Narastała w nim niczym poranne słońce, które wraz z upływem czasu nabiera coraz silniejszego blasku, by w południe stanąć w zenicie. W analogiczny sposób narastała we Franciszku odwaga, która w chwili śmierci osiągnęła autentyczną pełnię. Dla niego była równoznacz-
na z radykalną wolnością ducha, która konfrontuje się wyłącznie z Bogiem. Natomiast dla jego najbliższych uczniów i przyszłych naśladowców stała się ideałem życia, celem modlitwy i podejmowanych wysiłków ascetycznych.

 

Nie bał się zawrócić z drogi

Biografowie podkreślają odwagę Franciszka, którą nazwać można również gotowością zrezygnowania z podjętej myśli, jeżeli nie odpowiadała ona woli Bożej. Franciszek bardzo pragnął służyć Panu, gotów był poświęcić dla Niego swoje życie. Dlatego miał odwagę odstąpić nawet od szlachetnych planów, jeżeli przekonał się, że wola Boga jest inna. Odwaga tego rodzaju zaznaczyła się zarówno w początkach jego życia, gdy szukał jeszcze swojego powołania, jak również w latach późniejszych.

Brat Tomasz z Celano notuje, że Sługa Boży odważnie „zawrócił” z drogi, która mogła zaprowadzić go do stanu rycerskiego, aby pójść za głosem Pana.

„Ukazuje mu się w wizji – pisze brat Tomasz – wspaniały pałac, w którym spostrzega różny sprzęt zbrojeniowy i bardzo piękną oblubienicę. W czasie snu Franciszek zostaje zawołany po imieniu i pociągnięty obietnicą otrzymania tego wszystkiego. Dlatego chce pójść do Apulii, aby dostąpić zaszczytnego stanu rycerskiego. […] Przeto pewnej nocy, podczas snu, ktoś […] pyta, dokąd chce podążyć. A kiedy Franciszek […] mówi, że udaje się do Apulii, by pełnić służbę rycerską, zostaje troskliwie zapytany: Kto może mu lepiej zrobić, sługa czy pan? Franciszek rzecze: «Pan». A tamten: «Dlaczego więc szukasz sługi zamiast pana?» […] Wróć do swej ziemi rodzinnej (Rdz 32, 9). […] Wrócił bez zwłoki”1.

Była to ważna decyzja, która z pewnością wiele go kosztowała, ponieważ zamykała przed nim osiągnięcie wymarzonego celu – zostania rycerzem. Franciszek nie stchórzył w momencie próby, nie uląkł się i nie poddał, ale odważnie, chociaż nie wiedział jeszcze dokładnie dokąd, pozwolił się prowadzić pewnej ręce Mistrza.

Odwagę zawrócenia z raz obranej drogi i rezygnacji ze swoich planów, jeżeli czegoś innego chciał Bóg, dostrzec można także w późniejszym okresie jego życia. Warto wspomnieć chociażby wyprawę misyjną Franciszka do Maroka: „Choć uważał, że śmierć jest dla niego zyskiem, powrócił, by pasterzować owcom powierzonym swej pieczy”2.

 

Nie bał się sprzeciwić ludziom

Analizując biografię Franciszka, dostrzec można także inny rodzaj odwagi, bardziej subtelny, ale z pewnością trudniejszy i boleśniejszy. Była to odwaga wyrażenia sprzeciwu, powiedzenia „nie” nawet komuś bliskiemu, jeżeli żądał tego Bóg. Wręcz dramatyczne kształty przybrała ona w chwili odejścia od ojca, w scenie zdjęcia szat i oddania się pod opiekę biskupa. Było to doświadczenie bolesne dla młodego jeszcze człowieka, lecz niezbędne, by móc odtąd należeć wyłącznie do Boga. Tomasz z Celano tak opisuje to wydarzenie: „Kiedy Franciszek został wezwany przez ojca przed sąd biskupa, aby się opamiętał i nie wystawiał na pośmiewisko swoich najbliższych, wówczas oddał ojcu pieniądze, […] a w obecności wielu zebranych słuchaczy powiedział: «Odtąd swobodnie będę mówił: Ojcze nasz, któryś jest w niebie, a nie ojcze Piotrze Bernardone, któremu oto oddaję nie tylko pieniądze, ale odstępuję też całe ubranie. Nagi więc pójdę do Pana»” (Życiorys drugi, 12, 4-5).

 

Nie bał się utracić osiągniętego statusu społecznego

Przywołana wcześniej odwaga „zawracania” z obranej drogi stała się brzemienna w skutkach. Zawrócenie z drogi do Apulii było gestem niezwykle śmiałym. Franciszek udawał się tam po chwałę. Chciał zostać rycerzem, a będąc synem kupca, mógł nim zostać tylko w walce o słuszną sprawę. Jedynie wykazanie się męstwem w boju otwierało przed nim drogę do stanu rycerskiego. Lecz oto miał zrezygnować ze swoich marzeń i wrócić do domu bez chwały i tytułu. Było to nie lada wyzwanie. Jak spojrzeć w oczy swoim bliskim i znajomym? Co im powiedzieć – że zrezygnował z bycia rycerzem, bo miał sen?

Franciszek musiał przygotować się i przyjąć drwiny czy słowa typu: „Oto ten, który stchórzył. Chciał osiągnąć nie wiadomo co, a uląkł się samej drogi”. W tak małym miasteczku, jak ówczesny Asyż, wszyscy z pewnością znali ambicje ojca i szlacheckie aspiracje syna. Tymczasem Franciszek odrzucił te marzenia i zgodził się na poniżenie. Miał odwagę stanąć oko w oko z tym, co podsuwało mu życie, i skonfrontować to z przygotowaną przez Boga propozycją. Nikt i nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Tym bardziej światowe tytuły czy ludzkie głosy.

Nie bał się utracić osiągniętego statusu społecznego, oddać pełnionego urzędu czy zrezygnować z posiadanej godności. Był wolny i niczym nieskrępowany. Liczyła się jedynie miłość Boża i prawdziwe dobro człowieka. Pierwszy jego biograf pisze, że „odstąpił wikariuszowi wszystkich swoich towarzyszy, mówiąc: «Nie chcę sprawiać wrażenia, że korzystając z możności wolnego wyboru socjuszy, jestem kimś nadzwyczajnym. Ale niech tylko bracia towarzyszą mi z miejsca na miejsce, tak jak Pan ich natchnie»” (Życiorys drugi, 144, 1-2).

 

Nie bał się niebezpieczeństw

Bardzo wiele można by mówić o odwadze Franciszka w konfrontacji z niebezpieczeństwem, lecz ujęcie tego w pełni nie jest możliwe w krótkim eseju. Samo wyliczenie niebezpieczeństw, które spotykał, zabrałoby sporo miejsca. Dlatego chciałbym skupić się wyłącznie na jednym z nich, ale za to niezwykle cennym i chyba nadal bardzo aktualnym. Mam tu na myśli spotkanie Poverella z sułtanem Melekel-Kamelem. Pomysł ten wymagał od Franciszka gotowości do stawienia czoła niebezpieczeństwu szczególnego rodzaju oraz niezwykłej odwagi. Oczywiście jej źródłem była nadzwyczajna, wręcz heroiczna wiara.

św. Bonawentura pisze, że Franciszek, pełen rzadkiej odwagi, powiedział sułtanowi: „Jeśli […] wahasz się, czy dla wiary Chrystusowej porzucić prawo Mahometa, rozkaż rozpalić jak największy ogień, a ja z twoimi kapłanami wejdę w niego, abyś chociaż w ten sposób poznał, którą wiarę należy uznać za pewniejszą i bardziej świętą. […] Jeżeli zechcesz mi obiecać w imieniu swoim i swego ludu, że przyjmiecie wiarę Chrystusową, gdy wyjdę z ognia nietknięty, pójdę sam w ogień” (Życiorys większy, IX, 8, 9. 12). Nie było w tym nic z młodzieńczej brawury czy próżnej chęci zaimponowania. Przeciwnie, rodziło się z żywej wiary, że Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31).

 

Nie bał się ryzyka

Odwaga Franciszka, którą wykazał, spotykając się z sułtanem, szła w parze z inną, dzięki której przeszedł do historii jako święty wyjątkowy. Była to odwaga do podejmowania ryzyka, wybierania ścieżek dotąd nieznanych i nieuczęszczanych, ale zgodnych z duchem Ewangelii. Czyż nie było znakiem wyjątkowej odwagi Franciszka stanąć przed Innocentym III, uważanym za jednego z najwybitniejszych papieży średniowiecza, z prośbą o zatwierdzenie stylu życia zgodnego z wymaganiami Ewangelii?

Ktoś mógłby sądzić, że graniczyła ona z bezczelnością, nie biorąc pod uwagę słabości ciała, sytuacji historycznej i układów. Z jednaj strony, jako syn kupca Franciszek musiał z pewnością wiedzieć o tym, z drugiej jednak wierzył, że dla Pana warto zrezygnować ze wszystkiego, aby w zamian wszystko otrzymać. Do wątpiącego papieża powiedział: „Nie należy się obawiać, że zginą z głodu synowie i dziedzice wiecznego Króla, którzy na podobieństwo Chrystusa Króla, mocą Ducha Świętego, zrodzili się z ubogiej matki i którzy przez ducha ubóstwa mają się zrodzić w ubogim zakonie” (Życiorys większy, III, 10, 11-3).

Również my jesteśmy świadkami i odbiorcami tej odwagi wiary. To właśnie dzięki niej świat żyje i może marzyć o pokoju i szczęściu.

 

Nie bał się prawdy o sobie

Warto wspomnieć także o odwadze św. Franciszka do przyjęcia prawdy o sobie. Nie bał się jej, nie uciekał przed nią, nie obrażał się, kiedy inni odkrywali ją przed nim. Być może jego „ja” wewnętrznie się burzyło, lecz na zewnątrz, przynajmniej tak donoszą jego biografowie, starał się w pokorze prawdę o sobie zaakceptować i – jeżeli istniała konieczność – poprawić swoje zachowanie, uwolnić się od ewentualnych słabości.

W jego życiorysach wiele jest przykładów takich zachowań. Ograniczę się więc do jednego, który może być małą próbką akceptowania przez Poverella swoich słabości czy ograniczeń: „Ilekroć […] Franciszek był chwalony i nazywany świętym, tak na to odpowiadał: «Nie jestem jeszcze pewien, czy nie będę miał synów i córki; w jakimkolwiek bowiem czasie Pan cofnąłby mi skarb, który mi powierzył, cóż pozostałoby mi innego poza ciałem z duszą, które posiadają również niewierni? Powinienem być głęboko przekonany, że gdyby Pan takich dóbr, jakie mnie powierzył, udzielił rozbójnikowi lub człowiekowi niewiernemu, wierniejszymi ode mnie okazaliby się dla Pana»”3.

To, że Franciszek nie bał się prawdy o sobie, ale przyjmował ją z godnością, otwierało przed nim możliwość dalszego duchowego wzrastania, polepszania relacji z Bogiem i tworzenia głębszych więzów braterskich.

 

Nie bał się podejmowania radykalnych środków

Odwaga przyjęcia prawdy o sobie, często niewygodnej i wymagającej, pociągała za sobą konieczność zastosowania odpowiednich środków, które zmieniłyby dotychczasowy styl życia, umożliwiając realizację wytyczonych celów. Nie przychodziło to łatwo, lecz wymagało samozaparcia i ofiary. Franciszek wiedział jednak, że było to nieodzowne, aby wypełnić wolę Pana. Czy życie ubóstwem nie wymagało ofiary? Czy ślub posłuszeństwa nie domagał się poświęcenia? Owszem, nierzadko nawet bardzo wielkiego. Franciszek jednak wysiłki te podejmował z ochotą, wiedząc, że tylko w ten sposób wyjdzie naprzeciw swoim pragnieniom i osiągnie cel swojego życia.

Radykalizm jego życia uderzał nie tylko świadków jego życia, ale szokuje również współczesnych. Franciszek nie posiadał i nie chciał posiadać niczego na własność. Pragnął żyć w ubóstwie, uważając, że jest ono jedyną drogą do spotkania z Bogiem. Jedynym sposobem odkrycia i doświadczenia Bożej miłości i opieki. Do zatroskanych o dach nad głową zwykł mówić: „Pan nasz, kiedy przebywał na pustyni, […] nie kazał tam sobie budować celi. […] Możemy Go naśladować, […] nic nie mając na własność, chociaż nie możemy żyć bez korzystania z domów”4.

 

Nie bał się świata przyrody

Przywołam jedno zdarzenie z życia Franciszka, szeroko znane, które mówi wiele o jego stosunku do przyrody i wszystkich stworzeń. Doczekało się ono wielu opisów i licznych ocen. Zgodnie podkreślają one szczególny, wręcz przyjacielski stosunek Poverella do wszystkiego, co go otaczało. Nie było żadnej agresji w jego stosunku do świata przyrody, lecz otwartość i szacunek. Nie lękał się niczego, co było dziełem dobrego Boga, lecz szedł z radością na spotkanie każdego stworzenia. Mówi o tym jego Pochwała stworzeń, w której bratem nazywa słońce i księżyc, ogień i wiatr, powietrze i chmury, pogodę i czas, a siostrami gwiazdy, wodę i matkę ziemię. W ślad za słowami szła postawa życia. W jednej z jego biografii czytamy relację ze spotkania Franciszka z wilkiem, który zagrażał mieszkańcom Gubbio. Franciszek wyszedł do niego i przemówił: „«Pójdź tu, bracie wilku, i w imię Chrystusa polecam ci, byś ani mnie, ani nikomu innemu nie czynił szkody». […] A zaraz po wydaniu polecenia [wilk], nachyliwszy łeb, położył się u stóp świętego, jak gdyby z wilka stał się barankiem”5.

 

Nie bał się możnych tego świata

Podobnie jak nie bał się stworzeń, Franciszek nie lękał się również możnych tego świata, ludzi wpływowych i usytuowanych, materialnie zabezpieczonych. Ubogich czy bogatych traktował na równi jako dzieci i córki jednego Ojca w niebie. Zwracał się do nich z należnym szacunkiem i miłością, ale jednocześnie, jeżeli uznał to za konieczne, z przestrogą i napomnieniem. Kierował do nich listy i dawał rady. Nie wahał się upomnieć samego cesarza. Wysyłał do niego współbrata, aby przypomniał mu, że chwała ziemska jest nietrwała i że władza szybko zmienia właściciela. Całe zdarzenie opisuje brat Tomasz, jego biograf6.

Wiele jest w życiu Franciszka analogicznych zachowań względem tych, przed którymi inni drżeli. Samo wspomniane już spotkanie z sułtanem jest tego doskonałym przykładem. Franciszek nie bał się ich, ponieważ wiara utwierdzała go w przekonaniu, że jedynym Panem jest Bóg, któremu należy się hołd i chwała, uległość i szacunek, co wyraził w pierwszym wersie Pochwały stworzeń: „Najwyższy, wszechmogący, dobry Panie, / Twoja jest sława, / chwała i cześć / i wszelkie błogosławieństwo”7.

 

Nie bał się samotności

Samotność odgrywa dość istotną rolę w każdym autentycznym procesie dojrzewania, który zakłada również konieczność podejmowania ważnych życiowych decyzji. Tymczasem bardzo wielu boi się samotności, ucieka przed nią w szum głosów, zanurza się w gwar codzienności. Nie chce lub boi się słuchać głosu własnego sumienia. Oddaje się różnym, nieraz bardzo wątpliwym przyjemnościom, aby uciec od rozmowy z samym sobą, od dawania odpowiedzi na pytania, które stawia życie. Samotność to wielka szansa na duchowe wzbogacenie, a jej brak stanowi poważne zagrożenie dla wewnętrznej równowagi. Franciszek stosunkowo szybko przekonał się, jak cenna jest samotność. Nie bał się jej, a wręcz szukał. Chętnie udawał się na miejsce samotne, przebywając z dala od ludzi, od gwaru codziennych zajęć, by modlić się i pytać Boga, co czynić, jaką decyzję podjąć, komu zaufać.

Miał odwagę oddalić się od tłumu swoich wielbicieli, aby obcować z Bogiem. Nie bał się, że ich straci, że się obrażą. Przeciwnie, serce mówiło mu, że są z nim tylko dlatego, że intuicyjnie wyczuwają, iż z nim jest Bóg; że słuchają go, ponieważ mówi rzeczy od Boga. Aby móc karmić ich nadal słowem Bożym, szukał samotności. Była ona czasem modlitwy, duchowych rekolekcji, ale nierzadko również czasem postu i umartwienia, aby nauczyć się poskramiać własne ciało i zwalczać pokusy. Tomasz z Celano pisze: „Pewnego czasu błogosławiony i czcigodny ojciec Franciszek pozostawił świeckie rzesze, które codziennie bardzo pobożnie zbiegały się, by go słuchać i widzieć, i udał się na miejsce spokojne i samotne. Chciał tam obcować z Bogiem i oczyścić się z pyłu, jaki by przywarł doń na skutek przebywania z ludźmi”8.

Ten, który był bratem wszystkich stworzeń, który pełen radości szedł na spotkanie sułtana czy wilka, możnych i ubogich, bardzo cenił samotność i często z niej korzystał. Zwycięstwo nad lękiem przed samotnością było niewątpliwie jednym z najważniejszych zwycięstw Franciszka, które otwarło drzwi jego wnętrza na Boga. Odtąd Najwyższy „wchodził i wychodził” z jego życia, a on z Nim rozmawiał, nic nie mogło zakłócić mowy i cennej obecności Boga.

 

Nie bał się śmierci

Wydaje się jednak, że Franciszek największą odwagę wykazał w obliczu śmierci. Miał do niej dość szczególny stosunek. Nie uważał, że jest intruzem w jego życiu, niechcianym gościem. Nazywał ją siostrą, którą się akceptuje i z którą żyje się w przyjaźni. Tomasz z Celano notuje: „Nawet samą śmierć, dla wszystkich straszną i znienawidzoną, zachęcał do chwalby, a wychodząc jej radośnie naprzeciw, zapraszał do siebie w gościnę. Mówił: «Pozdrowiona niech będzie siostra śmierć!»” (Życiorys drugi, 217, 8).

Jest sporo innych świadectw, potwierdzających powyższy stosunek Franciszka do śmierci. W ostatnich dniach życia do istniejących już wersów Pochwały stworzeń dorzuca jeszcze jeden, który wychwala mądrość Bożą za dar siostry śmierci: „Pochwalony bądź, Panie mój, / przez naszą śmierć cielesną, / której żaden człowiek żywy uniknąć nie może. […] / Błogosławieni ci, / których [śmierć] zastanie w Twej najświętszej woli, / albowiem śmierć druga / nie wyrządzi im krzywdy”9.

Nie były to słowa bez pokrycia – piękne, ale mało prawdziwe. Wszystko bowiem w życiu Franciszka nabierało realnych kształtów i materializowało się. Słowo nie było nigdy pozostawiane sobie, z dala od życia. Jego zadaniem było wyłącznie tłumaczenie formy życia, opowiadanie tego, co już się dokonało lub dokonuje. Przytaczany wcześniej Tomasz z Celano zapisał, że kiedy Franciszek „poznał, że nadchodzi czas bliskiej śmierci, przywołał do siebie dwu braci […] i kazał im donośnym głosem, w radości ducha, śpiewać chwalby Pańskie o rychłej śmierci i o życiu wiecznym, tak bliskim”10. Wierzył głęboko, że idzie na spotkanie Tego, którego bardzo pragnął i któremu starał się wiernie służyć w swoim ziemskim życiu. Śmierć nie tylko nie stanowiła w tym przeszkody, ale raczej była szansą, łaską, którą daje Bóg, aby człowiek mógł z Nim odtąd już na zawsze przebywać w radości.

 

Źródłem duchowej wolności i odwagi Franciszka była żywa wiara w Boga, który jest wszechmocny, odwieczny, pełen dobroci i miłosierny. Starał się, aby nic i nikt nie zaciemniło tego obrazu Najwyższego, który był gwarancją wewnętrznego pokoju i harmonii. Poverello doświadczał bliskości Boga, nie obawiając się niczego oprócz utraty wiary. Dlatego modlił się, szukał chwil samotności, aby z Nim swobodnie i szczerze rozmawiać. Kochał człowieka, ponieważ bardzo szanował dzieło dobrego Stwórcy. Z szacunkiem odnosił się do całego stworzenia, ponieważ widział, że Najwyższy „nie rzucił” go w zimny świat, ale pozwolił mu zamieszkać w domu przyjaciół.

Przypisy
1. Tomasz z Celano, Życiorys drugi św. Franciszka, 6, 1-3. 5-8. Dalej: Życiorys drugi. Niniejsze dzieło oraz pozostałe przytoczone w artykule zawarte są w: Z. Kijas OFMConv, R. Prejs OFMCap (red.), Źródła franciszkańskie, Kraków 2005.
2. Św. Bonawentura, Życiorys większy św. Franciszka, IX, 6, 2. 4. 5. Dalej: Życiorys większy.
3. Zwierciadło doskonałości. Redakcja większa, 45, 8-10.
4. Św. Bonawentura, Życiorys mniejszy św. Franciszka, XXIX, 59, 3-6.
5. Dzieje błogosławionego Franciszka i jego towarzyszy, 23, 1-2. 5. 7-10.
6. Por. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, 43, 2-3.
7. Św. Franciszek, Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń, 1.
8. Por. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, dz. cyt., 91, 1-2.
9. Św. Franciszek, Pieśń słoneczna albo pochwała stworzeń, dz. cyt., 12-13.
10. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy św. Franciszka, dz. cyt., 109, 5.