Nawoływanie do zawierzenia Bogu

Duchowe pouczenia Mistrza Eckharta
Życie Duchowe • ZIMA 69/2012
Dział • Temat numeru
Fot. Józef Augustyn SJ

Johannes Eckhart urodził się około 1260 roku w Hochheim koło Goty. Jego dorosłe życie i służba w zakonie dominikanów naznaczone były pasmem sukcesów potwierdzających nieprzeciętną siłę intelektu i zdolności organizacyjne Mistrza. Z jednej strony, dwukrotnie wyznaczony przez zakon na wykładowcę w katedrze teologii Uniwersytetu Paryskiego (przed nim jedynie Tomasz z Akwinu dostąpił tego zaszczytu), Mistrz świętej Teologii, autor traktatów, komentarzy do Pisma świętego, kazań, z drugiej, prowincjał Saksonii, wikariusz generała zakonu dla prowincji czeskiej, wikariusz generała do administrowania i duszpasterstwa sióstr zakonnych w prowincji Teutonii, przełożony, spowiednik oraz opiekun duchowy podległych mu zakonów i beginaży.

 

Głos mistyka

Wspomniane wyżej dokonania bez wątpienia musiały budzić respekt i wywoływać podziw w oczach nie tylko Eckhartowi współczesnych. A były to czasy pełne niepokoju, doniosłych przemian i ogromnego cierpienia. Przeobrażeniom ulegał obowiązujący model społeczeństwa – wzmacniający i wynoszący na pierwszy plan warstwę mieszczańską. Nasilał się konflikt papiestwa z cesarstwem, którego smutnym finałem był okres niewoli awiniońskiej i ogólnego osłabienia prestiżu papieża. Wojny, klęski żywiołowe oraz przerażająca epidemia czarnej śmierci, która zebrała krwawe żniwo w połowie XIV wieku, pozostawiły ludność Europy zdziesiątkowaną i na skraju rozpaczy.

Człowiek żyjący na przełomie XIII i XIV wieku, pozbawiony nadziei, poddany wszelkim możliwym okrucieństwom i wydany na pastwę losu, który swe kapryśne oblicze ubierał w maskę grozy, coraz częściej kierował swój wzrok oraz poruszenia serca w stronę Stwórcy. Jednak nie szukał Go w słowach scholastycznych dysput i uczonych analiz, lecz pragnął powrotu do bardziej bezpośredniego, „żywego” obcowania z Bogiem – współczującym oraz obdarowującym nadzieją i ukojeniem. I to właśnie wówczas, pośród tego zwątpienia, niepewności i lęku, niejako w odpowiedzi na wołanie zalęknionych serc, głos mistyków począł rozbrzmiewać donośnie i ożywczo. Nauczanie charyzmatycznych przewodników życia duchowego zaczęto przyjmować z szacunkiem i darzyć poważaniem. A oni bezkompromisowo, bez cienia wątpliwości wskazywali drogę wiodącą ku szczęśliwej egzystencji. Jednym z owych natchnionych przez Stwórcę kaznodziejów był i nadal pozostaje Johannes Eckhart – mistrz życia.

 

Drugie narodziny człowieka

Jak zatem – według Mistrza Eckharta – dążyć do Boga? Nieustępliwie, z determinacją, nie poprzestając na niczym, co nie jest Nim samym. Bóg ma być jedynym celem i obiektem najpierw uczynków, myśli i tęsknot człowieka, a później jego wewnętrznych, duchowych skłonień oraz żarliwej, bezbrzeżnej miłości. Oczyszczaniu z zewnętrznych nawarstwień uwikłania w zależności egocentryczno-społecznej egzystencji ma towarzyszyć ważniejsze, wewnętrzne oczyszczanie władz duchowych z najmniejszych rozproszeń oraz niedoskonałości. W odosobnieniu, w całkowitym i doskonałym odwróceniu się od wszystkiego, co zarówno w stworzeniach, jak i w samym człowieku nie jest Bogiem, w prawdziwej pokorze oraz ubóstwie, człowiek ma ostatecznie wyrzec się siebie samego – zapomnieć o sobie i zanurzyć się w nicości. Wola jednostkowa ma ustąpić w nim miejsca woli Boga, „ja” zostać zastąpione przez „On”.

Tylko tym sposobem pragnący zjednoczenia z Bytem Najwyższym będzie w stanie zbliżyć się do Tego, który jest ponad wszelkimi imionami, niewysłowiony, przekraczający rozumienie. Albowiem wszystko, każda najmniejsza rzecz, najdelikatniejsze poruszenie ducha, jak stwierdza Eckhart, jeżeli nie zostanie odarte z zewnętrznych osłon oraz skoncentrowane na Bogu, sprowadzi jedynie zbłądzenie, niepokój i oddali człowieka od Niego. Odosobnienie jest u Mistrza z Hochheim stanem dobrowolnego, nieporuszonego trwania ducha w Bogu, niezależnie od okoliczności, na dobre i na złe, w hańbie oraz wstydzie, w szczęściu i łzach. Prowadzi do czystości, prostoty i niezmienności, a poprzez wywoływaną w duszy nicość (jej odwrócenie się od „obrazów”) nieuchronnie skutkuje, wspierane działaniem łaski Bożej, doświadczaniem przez nią pełni stworzenia – jedności wszystkiego w Bogu.

Bez wątpienia pouczenia głoszone przez Eckharta nie należą do tych, które schlebiałyby ludziom o upodobaniu do wygodnych rozwiązań i pobłażały ich grzesznej naturze, przymykając oko na drobne potknięcia. Jednak, jakkolwiek wymagająca, droga wskazana przez autora nieukończonego dzieła Opus tripartitum („Dzieło w trzech częściach”) dostępna jest każdemu, kto szczerze zechce zawierzyć swoje życie Bogu i ku któremu ze wszystkich swoich sił będzie podążał. Nawet jeżeli wcześniej grzeszny był jego żywot.

„A kiedy ktoś całkowicie podźwignie się z grzechów i od nich odwróci, wtedy wierny Bóg zachowuje się tak, jak gdyby człowiek nigdy w nie nie popadł i ani przez chwilę nie zamierza go za nie karać. Gdyby nawet grzechów było tyle, ile popełnili wszyscy ludzie razem wzięci, Bóg nigdy nie karałby za nie człowieka – owszem, mógłby go dopuścić do największej ze sobą przyjaźni, jaka kiedykolwiek była udziałem stworzenia. Jeśli tylko widzi w tej chwili przemianę człowieka, wcale nie zważa na to, jaki był on przedtem, gdyż jest Bogiem chwili obecnej. Jakim cię widzi, takiego cię bierze i przyjmuje – nie jaki byłeś, lecz jaki jesteś teraz”1.

Człowiek ma więc przylgnąć do Boga, napełnić się Nim. Eckhart wymienia trzy warunki, które muszą zostać spełnione, aby miłujący mógł zamieszkać w Umiłowanym: po pierwsze, jak to już zostało powiedziane, musi się wyrzec siebie samego i wszystkich rzeczy; po drugie, nie kochać tego, w czym jedynie przejawia się dobro, lecz otworzyć swoje serce dla źródła dobra wszelkiego; po trzecie, „człowiek nie powinien ujmować Boga jako dobrego lub sprawiedliwego, lecz w samej Jego substancji, w której On widzi siebie samego w swym ogołoceniu. Dobroć i sprawiedliwość są odzieniem Boga, ponieważ Go okrywają. Dlatego zdejmijcie z Niego wszystko, co Go okrywa, i ujmijcie Go w Jego nagości, w Jego ubieralni, tam, gdzie jest odsłonięty i nagi sam w sobie. Wtedy będziecie trwać w Nim” (Pouczenia duchowe, s. 247).

Oczyszczony i obdarzony łaską oświecenia, uwolniony od własnego „ja” oraz całkowicie i zupełnie skoncentrowany na Bogu – nie pojęciowym, zależnym od trwania myśli, lecz istotowym, wznoszącym się ponad myślami wszystkich stworzeń – człowiek nie tylko czyni w swym sercu miejsce dla Niego, ale niejako przymusza Go do wejścia w nie. Tym samym nicość, którą na siebie sprowadził i w którą się zanurzył, ustępuje przed swoim zupełnym przeciwieństwem. Wraz z Bogiem i w Bogu człowiek zostaje obdarowany wszystkim. To moment jego ponownych narodzin, albowiem – jak przekonuje Mistrz z Hochheim – „dwa są narodzenia człowieka: jedno – przez które przychodzi na świat, drugie, duchowe, przez które go opuszcza. To drugie jest duchowym rodzeniem się w Bogu” (Pouczenia duchowe, s. 320). Sprawia ono, że możliwe staje się zjednoczenie bytu stworzonego z Absolutem. Dokonuje się ono w „warownym miasteczku”, „strażnicy”, „iskierce duszy”.

 

Tajemnica sekretnego zjednoczenia

Jeżeli zewnętrzne oko duszy, jak naucza Eckhart, skierowane jest ku stworzeniom „i poznaje je na sposób obrazów i w działaniu władz”, to wewnętrzne „ogląda byt i otrzymuje go bezpośrednio od Boga” (Pouczenia duchowe, s. 162). I to właśnie w owym wewnętrznym zwróceniu się ku sobie samemu, gdzie Bóg objawia się bez żadnego okrycia, w Jego własnym smaku, dusza, którą stworzył On nie jak pozostałe rzeczy na wzór ich obrazów, lecz na wzór siebie, odsłania głębię swej istoty.

„Wspominałem już nieraz, że w duchu znajduje się taka władza, która sama jedna jest wolna. Czasem nazywałem ją «strażnicą» ducha, czasem –jego «światłem», a niekiedy mówiłem, że jest to «iskierka». Teraz jednak powiadam: nie jest ona tym lub tamtym. A przecież jest czymś, co bardziej przewyższa to lub tamto niż niebo ziemię. Dlatego nazwę je teraz w szlachetniejszy sposób, niż kiedykolwiek to uczyniłem, pamiętając zarazem, że to «coś» drwi sobie zarówno z tej szlachetności, jak i z tego sposobu i wznosi się ponad nie. Jest ono wolne od wszelkich nazw, pozbawione wszelkich form oraz tak swobodne i wolne, jak Bóg sam w sobie, i tak jak On doskonale jedno i proste – do tego stopnia, że żaden «sposób» nie pozwala zajrzeć do jego wnętrza” (Pouczenia duchowe, s. 136).

Doskonałe, jedno i proste pozwala zjednoczyć się z Doskonałym, Jednym i Prostym. Podobne jednoczy się z podobnym. Byt bezimienny z Tym, który jest ponad wszelkimi imionami. W niewyrażalnej ekstazie, w niewypowiedzianej unii mistycznej dusza przemienia się w Boga, rozpływa we wszechogarniającej Jedności wszystkiego, co jest.

Ten akt rodzenia się Syna Bożego w duszy człowieka, czas, w którym Bóg „z całym swym Bóstwem płonie i okrywa się zielenią”, stanowi zwieńczenie drogi mistycznej. Poprzez etapy odosobnienia, wyrzeczenia, całkowitego zawierzenia siebie samego Bogu doprowadziła ona adepta do najgłębszych zakamarków jego własnej duszy. Pozostawiła niemym na skraju tajemnicy spotkania z Absolutem. Czynne ustąpiło pola biernemu. Tutaj, w przedsionku „czegoś”, w czym przebywa sam Bóg, w bezimiennej „strażnicy”, najdoskonalszej cząstce człowieka, tajemnym sanktuarium, milkną wszelkie słowa i „sposoby”. Przez działanie łaski dusza zostaje wprowadzona w byt Boży, staje się „bogokształtną” oraz kosztuje Boskiej szlachetności. Odtąd już nie będzie mogła zasmakować w żadnym innym pokarmie. Będąca sercem doświadczenia mistycznego, unio mystica wymyka się wszelkim próbom skomunikowania. Pozostawia człowieka w drżącym osłupieniu, niewysłowionej szczęśliwości i niezachwianej pewności obcowania ze Stwórcą.

Kiedy świat zewnętrzny porażał zmysły człowieka okrucieństwem wojen, kiedy paraliżował jego ducha widokiem „korowodu śmierci” i pozbawiał nadziei na szczęście w życiu doczesnym, Mistrz z Hochheim odsłaniał przed nim iluzoryczność owych lęków. Pozbawiał je wszechpotężnej mocy, wskazując na Tego, który śmierć przezwyciężył. Nakazywał zawierzyć całego siebie Bogu, odwrócić wzrok od rzeczy i spraw wikłających nas w rozgrywki poszczególnych „ja”, rozproszyć wszystkie cienie światłem Najwyższego Dobra. Kazania, w których językiem pełnym żaru i niezachwianej wiary nauczał o tych prawdach, pełne były barwnych porównań, paradoksów oraz skrajnych sformułowań. W usiłowaniach zmierzających do wyrażenia tego, co z samej swojej natury wymyka się wszelkiemu opisowi, Eckhart posuwał się często do balansowania na granicy ortodoksji. I właśnie ten żarliwy język oraz bezkompromisowość w dążeniu do przekazania Prawdy wszystkim, którzy skłonni byli podążać drogą mistycznego zjednoczenia, sprowadziły nad jego głowę ciemne chmury.

 

Niepokój ostatnich dni

Pod koniec swego życia Eckhart został oskarżony o głoszenie poglądów niezgodnych z nauczaniem Kościoła. Jego przeciwnicy skrzętnie wykorzystywali wyrwane z kontekstu zdania oraz fragmenty kazań mistyka, aby wykazać mu zbłądzenie, a tym samym określić jego naukę mianem herezji. Na kolejnych procesach Mistrz z Hochheim dzielnie stawiał czoła oskarżycielom, każdorazowo wyrażając gotowość do odwołania budzących kontrowersję tez, jeżeli tylko zostanie dowiedziona ich nieortodoksyjność. Bowiem, jak stwierdził, może być w błędzie, lecz z pewnością nie jest heretykiem – pierwsze należy do intelektu, drugie wypływa z woli.

Końca procesu, który swój finał znalazł przed trybunałem papieskim w Awinionie, nie doczekał. Bulla In agro dominico, potępiająca jako heretyckie lub dla wiary szkodliwe dwadzieścia osiem zdań przypisywanych Eckhartowi, ukazała się 27 marca 1329 roku – ponad rok po śmierci Mistrza. Spośród owych dwudziestu ośmiu zdań pierwszych piętnaście i dwa ostatnie napiętnowano jako zawierające zbłądzenie i ślad herezji. Obciążało je „brzmienie” użytych słów oraz następstwo wnioskowań, do których mogły prowadzić. Pozostałych jedenaście uznano za lekkomyślne, źle brzmiące i podejrzane o herezję, aczkolwiek przyznano, że po licznych wyjaśnieniach i ich rozwinięciu mogłyby zostać uznane za zgodne z wiarą chrześcijańską.

To prawda, że Eckhart wiele ryzykował, zapoznając ze swoim nauczaniem nie zawsze wyrobionych intelektualnie słuchaczy. Publicznie, w wystąpieniach pełnych pasji głosił prawdy niełatwe i bezpośrednio dane jedynie nielicznym. Jednak wszystko, co czynił, wypływało z wewnętrznej potrzeby, a wręcz ponaglenia do dzielenia się z każdym tą zniewalającą oraz bezbrzeżną radością, która spłynęła na niego w łasce kontemplacji najświętszych tajemnic. Autor Pouczeń duchowych pragnął przywieść do Boga jak największą liczbę ludzi, wskazać im niezachwianą wartość i popchnąć ich w jej kierunku, odbudować w ich sercach nadzieję oraz napełnić ich ducha słodyczą Boskich ujawnień. Jego dziedzictwo, podtrzymywane, pielęgnowane i rozwijane zarówno przez najbliższych uczniów (Jan Tauler, Henryk Suzo), jak i ogromną rzeszę tych, którzy na przestrzeni kolejnych wieków odnajdowali w pismach Eckharta wskazówki oraz odpowiedzi na poruszenia własnych serc i umysłów, do dziś nie utraciło nic z siły wyrazu i nadal zachwyca ponadczasową wartością2.

Przypisy
1. Mistrz Eckhart, Pouczenia duchowe. Wybór traktatów i kazań, Poznań 2001, s. 49. Dalej: Pouczenia duchowe.
2. B. McGinn (red.), The Essential Writings of Christian Mysticism, New York 2006; W. Szymona OP, Mistrz Eckhart, Kraków 2004; Mistrz Eckhart, Pouczenia duchowe. Wybór traktatów i kazań, dz. cyt.